Choć mocna opalenizna nie bardzo mi się podoba, uważam że lekkie muśniecie słońcem, sprawia że wygląda się zdrowiej, bardziej promiennie, twarz wygląda na bardziej wypoczętą.
W zimowe dni, kiedy za oknem szaro, wieją wiatry, sypie grad (tak, tak u nas grad sypie zimą ;) ) a moja skóra ma odcień przy którym najjaśniejsze drogeryjne podkłady wyglądają jak mocna opalenizna ;) brakuje mi właśnie tego muśnięcia słońcem.
O tym że jestem kulkomaniaczką można przekonać się tutaj. Ostatnio do mojej kolekcji trafiły więc nowe.
Nie będę się rozpisywać, po prostu Wam pokażę.
SEVENTEEN Instant Glow Bronzing Rocks
Są do nabycia w Bootsie za całkiem przystępną cenę Ł4,99
Zachwyciła mnie nieco inna niż kuleczki forma oraz proste opakowanie. Mój aparat nie oddaje dokładnie kolorów, niektóre "kamyczki" są nieco bardziej różowe niż na zdjęciu. Kamyczki są nieco bardziej miękkie niż tradycyjne kulki. Całość daje dość uniwersalny, neutralny, delikatny kolor.
I jeszcze stare znajome, w nowych opakowaniach, z nowym całkiem przyjemnym zapachem i w nieco odmienionej kolorystyce (cool i warm)
Podsumuję je razem. Obie maski uważam za bardzo dobre, po obu włosy są miękkie, pachnące, nie puszą się, nie elektryzują mniej się łamią. Obie maski są bardzo wydajne, mnie wystarczy na jedno użycie ilość wielkości orzecha laskowego, jednak w przypadku Intense Repair ten orzech jest nieco większy ;) Różnice? -po Intense Repair, zdarzało się, że włosy były trochę obciążone i czasem odrobinę tępe w dotyku, choć zawsze staram się dokładnie spłukiwać maski. - Intense Repair muszę trzymać na włosach przepisowe 2-3 minuty, żeby uzyskać pożądany efekt, podczas gdy Absolute Repair mogę spłukać niemal natychmiast. - Absolute Repair ma nieco przyjemniejszy dla mnie zapach, włosy po niej są bardziej sypkie. Gdybym wcześniej nie wypróbowała Absolute Repair, pewnie uznałabym, że Intense Repair jest najlepszą maską jaką miałam do tej pory, jednak Absolute Repair wygrywa tę konkurencję i kolejne opakowanie zagościło w mojej łazience.
Ponieważ mój Skunkless Foptic Brush z Everyday Minerals jest w codziennym użyciu potrzebowałam jeszcze jednego pędzla o podobnych właściwościach, tym bardziej, że nie zawsze mam rano czas wyprać pędzle na następny dzień. Wybór padł na pędzel z LyDia.
W porównaniu z pędzlem z EDM jest nieco mniej miękki i delikatny, za to bardziej sprężysty ale również bardzo przyjemny w użyciu.
Używam go do różu i w tej roli sprawdza się świetnie, do innych celów jeszcze nie próbowałam.
Do tej pory wypróbowałam jedynie Complexion Perfection ale jeszcze za krótko by wystawić recenzję, pierwsze wrażenia są jednak pozytywne i czuję, że się polubimy :)
Kila miesięcy temu zauważyłam, że na brytyjskim ebayu pojawiły się pędzle firmy LyDia. W tym tygodniu zdecydowałam się nabyć jeden w celu przetestowania i sądzę, że zdecyduję się na więcej.
Tak wygląda mój
tak prezentuje się w porównaniu ze znanym pędzlem Everyday Minerals
Pędzel z EM ma odrobinę bardziej miękkie włosie, pędzel z LyDii nieco bardziej sprężyste. Pędzel EM jest nieco szerszy u nasady włosia.
Myślę, że za cenę 3,15 funta zapowiada się obiecująco.
Ale dzisiaj będzie znowu o perfumach. Chodzi o serię Avonu Today, Tomorrow, Always.
Na początku w skład tej serii wchodziły trzy zapachy, z czasem pojawiły się różne wariacje. Nie wszystkie miałam okazję poznać ale przedstawię te które wchodzą w skład mojej osobistej kolekcji.
Today Nuty zapachowe:
nuta głowy: biały pieprz, frezja, sok z kaktusa Saguaro
nuta serca: strelicja królewska, budleja, hibiskus, jaśmin
nuta bazy: hinduski sandałowiec, mleczko cedrowe, jedwabne piżmo, woda różana.
Na początku jakoś nie mogłam się do niego przekonać ale podobała mi się ciężka butelka. Sam zapach jednak wydawał mi się nieco babciny i duszący. Po kilku latach moje preferencje zapachowe zmieniły się i zdecydowałam się jednak na miniaturkę.
W tym zapachu zakochałam się. Słodki, ciepły, chwilami nieco orientalny. Uwielbiam, kiedy otula mnie jesienią i zimą ale i latem potrafi mnie zachwycić. Bardzo trwały, czuję go od rana do wieczora, choć używam tylko jednego psika ;)
Tomorrow Nuty zapachowe:
nuta głowy: liście paczuli, aksamitka, brzoskwinia, szczyptą pieprzu
nuta serca: indyjski jaśmin, afrykański fiołek, peonia, kwiat pomarańczy
nuta bazy: piżmo, drzewo sandałowe, palisander.
Najmocniejszy z całej serii, wydaje się aż gęsty. Dla mnie zdecydowanie tylko na zimne dni, w cieplejsze potrafi być zbyt intensywny i męczący. Głęboki, ciepły, zmysłowy i bardzo trwały.
Today Tomorrow Always Diamond Nuty zapachowe:
nuta głowy: kwiat pomarańczy, stefanotis, hiacynt
nuta serca: narcyz, orchidea, cantedeskia
nuta bazy: wetiwer, piżmo, drzewo różane
Tak pachnie wiosna!! Uwielbiam zapach hiacyntów, w tych perfumach wyczuwam też frezje choć nuty nie wskazują na ich występowanie. Zdecydowanie poprawiają mi nastrój. Buteleczka najmniej mi się podoba z całej serii, może dlatego, że jest pokryta nieprzezroczystą powłoką. Najmniej trwały z serii ale bez problemu trzyma się kilka godzin.
Do akcji denko trafiły u mnie dwa produkty The Body Shop: Shea Body Butter czyli masło do ciała z masłem Shea oraz Shea Body Scrub czyli peeling z masłem Shea
Bardzo lubię kosmetyki o spożywczych zapachach, zwłaszcza orzechów, kawy, wanilii, ten jednak nie należy do tych które chciałoby się zjeść. Owszem, zapach jest przyjemny ale na dłuższą metę może być trochę męczący.
Mam suchą skórę i spodziewałam się po nim świetnego nawilżenia, wręcz natłuszczenia skóry i owszem nawilża ale jedynie dobrze i nie na tak długo jak bym chciała.
Jest gęsty, czasem nawet trochę trudno go nabrać, za to jest całkiem wydajny.
Nie jest to pierwsze opakowanie tego kosmetyku, które zużyłam i pewnie nie ostatnie, jednak uważam że warto go kupić jedynie w cenie promocyjnej a i za tę ceną można znaleźć lepsze od niego.
Tutaj duże rozczarowanie. Cząstki (bo nie drobinki) ścierne bardzo duże, nie rysują bo zanim zdążą zadziałać rozpuszczają się. Przy użyciu wydaje się, że skóra będzie nawilżona, wręcz natłuszczona jak po masełku do ciała jednak po chwili zostaje jakaś klejata tępa i nieprzyjemna warstwa.
Bardzo słabo wydajny, miałam co prawda nieduże opakowanie bo 50ml ale spodziewałam się, że będzie na kilka użyć, tymczasem było go na ledwie dwa oszczędne i nie dające efektu peelingu.
Zdecydowanie nie kupię więcej.