Nie mamy własnego kota, za to mamy kota pożyczonego.
Kot jest sąsiadów, ma na imię Charlie i pożycza się sam. Zanim sąsiedzi go przygarnęli pałętał się mały i wygłodniały po okolicy i dokarmialiśmy go. Jak widać wyrósł na dużego kota.
Kot przychodzi jak do siebie i wykłóca się z mężem o miejsce na fotelu, czasem je współdzielą.
Lubi też położyć się w miejscu w którym ja wcześniej leżałam
Jest bardzo przywiązany do dziewczynek i pozwala ze sobą robić różne rzeczy.
Charlie jest bardzo rozmowny, oprócz zwykłego miał mówi też me-miał, e-e-e, elen! (to zawsze kiedy czegoś bardzo się domaga, brzmi to jakby wołał Helen ;-) )
Zawsze z ogonem pionowo do góry prowadzi dziewczynki, kiedy wracają ze szkoły, od podjazdu , do drzwi wejściowych i pilnuje, żeby weszły na górę. Jeśli nie wejdą, bo np. chcą pobawić się na dworze, wtedy chodzi zdenerwowany i tłumaczy im, żeby weszły.
Jeśli kogoś w domu brakuje, wtedy chodzi i pyta, sprawdza wszędzie, znowu pyta, wygląda przez okno i pyta ponownie.
Mamy z nim niezły ubaw, niejednokrotnie jest lepszy od telewizji.



