Jako małe dziecko nie bardzo miałam wpływ na to co nosiłam, w sklepach nic nie było a jak było, to wybór żaden, sytuację ratowały troszkę paczki od cioci z za granicy.
W drugiej dekadzie usiłowałam przeciwstawić się trochę temu co narzucała mi matka, w konsekwencji 90% czasu były to przerabiane dżinsy, noszone do całkowitego rozpadu, koszule podbierane ojcu, własnoręcznie dziergane szaliki. Po przemianach ustrojowych do repertuaru weszły t-shirty z różnymi napisami i obrazkami, dzięki którym mama nalegała, żebym poruszała się w promieniu co najmniej 10m od niej ;-)
Jedyne spódniczki na które się godziłam to były super krótkie mini, których mama również nie aprobowała.
Czasem pojawiało się troszkę srebrnej biżuterii, nawet delikatny makijaż ale nic co mogłoby równać się z tym co widujemy u współczesnych nastolatek.
Generalnie bardziej zaprzątało mnie to co robiłam niż jak wyglądałam. Miało być przede wszystkim wygodnie w każdej sytuacji.
Trenowałam średnio 4 razy w tygodniu po 3-4 godziny, często jeździłam na kilkudniowe zawody, musiałam więc często się pakować, było więc dość hmm ... minimalistycznie?
Trzecia dekada to studia zaoczne (w innym mieście więc znowu wyjazdy), praca głownie biurowa i własna działalność.
Ubierałam się dość monochromatycznie, głownie granat, niebieski, beże i brązy. Królowały spodnie materiałowe, w przeciwieństwie do dżinsów z poprzedniej dekady. Spódnice rzadko ale jeśli już to przeważnie "biurowe". Pojawiły się wysokie obcasy, wyraźniejszy makijaż, mocniej podkreślone usta, biżuterii minimum.
Niestety albo i stety nie mam zbyt wiele zdjeć z tego okresu
Lubiłam wtapiać się w tło ;-)
W czwartej dekadzie jako "młoda mama" pokochałam kolory i wzory, głównie kwiaty. Odkryłam sukienkii biżuterię.
Od jakiegoś czasu jestem ciekawa w jakim kierunku poniesie mnie piąta dekada mojego życia, jaki styl mi się spodoba.


