Przyszła pora na wykorzystanie czegoś w inny sposób. Stary ręcznik został pocięty na małe szmatki, które wykorzystam do mycia ram okiennych. Ramy są aluminiowe i wymagają czyszczenia co około 2 tygodnie, inaczej coś zaczyna na nich rosnąć ;) Takim sposobem za kilka tygodni nie będzie już śladu po ręczniku.
Jeszcze tylko 360 dni, trzymajcie kciuki.
poniedziałek, 3 listopada 2014
niedziela, 2 listopada 2014
365 rzeczy mniej w 365 dni - dzień 4
Dzisiaj rozejrzałam się nieco po domu i już wiem, że będzie ciężko. Niby dużo różnych rzeczy ale ciężko znaleźć te, których należałoby się pozbyć. Nie poddaję się jednak bo nie zagracone pomieszczenia to kusząca perspektywa.
Na celownik trafiła dzisiaj torebka, której nie nosiłam już ponad rok. Nie była piękna, za to nieco już znoszona. Kupiłam ją kiedyś awaryjnie, bo potrzebowałam szybko czarnej torebki. Teraz mam już inną czarną, nad której zakupem miałam dużo czasu, żeby się zastanowić, stara więc bez żalu powędrowała do śmieci. Zyskałam nieco miejsca w szafce i znalazłam funta ;-) podczas przeglądania zawartości.
Na celownik trafiła dzisiaj torebka, której nie nosiłam już ponad rok. Nie była piękna, za to nieco już znoszona. Kupiłam ją kiedyś awaryjnie, bo potrzebowałam szybko czarnej torebki. Teraz mam już inną czarną, nad której zakupem miałam dużo czasu, żeby się zastanowić, stara więc bez żalu powędrowała do śmieci. Zyskałam nieco miejsca w szafce i znalazłam funta ;-) podczas przeglądania zawartości.
sobota, 1 listopada 2014
365 rzeczy mniej w 365 dni - dzień 2 i 3
Wczorajszy dzień minął nam w nieco Halloweenowym nastroju a zakończyliśmy go spacerem po mieście i po cmentarzu. Nie miałam wiele czasu, żeby zająć się porządkami ale podczas gotowania obiadu wpadła mi w oko pokrywka od naczynia żaroodpornego które pękło mężowi kilka dni temu - od razu powędrowałą na recykling.
Dzisiaj za to zabrałam się za półkę w szafce kuchennej z przyprawami i ziołami. Przeterminowane i zwietrzałe poszły do śmieci i od razu zrobiło się przestronniej.
Jutro planuję rozejrzeć się uważniej czego warto by się pozbyć.
Dzisiaj za to zabrałam się za półkę w szafce kuchennej z przyprawami i ziołami. Przeterminowane i zwietrzałe poszły do śmieci i od razu zrobiło się przestronniej.
Jutro planuję rozejrzeć się uważniej czego warto by się pozbyć.
czwartek, 30 października 2014
365 rzeczy mniej w 365 dni - dzień I
To nie poniedziałek, nie pierwszy dzień miesiąca, nie nowy rok ale tak samo dobry jak każdy inny dzień na rozpoczęcie akcji 365 rzeczy mniej w 365 dni
Nie wiem jak Wam ale mnie jest ciężko pozbywać się książek, jednak zaczęłam właśnie od książki, która mnie już nie będzie potrzebna
Książka powędrowała do koleżanki, która spodziewa sie dziecka za około miesiąc. Mam nadzieję, że będzie dla niej pomocna, tak jak była dla mnie.
Nie wiem jak Wam ale mnie jest ciężko pozbywać się książek, jednak zaczęłam właśnie od książki, która mnie już nie będzie potrzebna
źródło: http://www.empik.com/pierwszy-rok-zycia-dziecka-eisenberg-arlene,p1005833192,ksiazka-p
Książka powędrowała do koleżanki, która spodziewa sie dziecka za około miesiąc. Mam nadzieję, że będzie dla niej pomocna, tak jak była dla mnie.
365 rzeczy mniej w 365 dni
Mieszkamy w takich warunkach w jakich mieszkamy i w ciągu najbliższego roku pewnie nie uda nam się tego zmienić, choć bardzo byśmy chcieli. W czwórkę mieszkamy w 1 i 1/2 pokoju (bo ten dziewczynek to taki malusieńki) i jakoś musimy się ze wszystkim pomieścić. Niestety rzeczy ciągle przybywa i robi się coraz ciaśniej.
Pomiędzy dwiema pracami i szkołą dziewczynek (zawożenie i odbieranie, odrabianie lekcji) i ich innymi zajęciami (gimnastyka i balet) nie za wiele czasu zostaje na jakieś duże akcje. Mogę za to spróbować codziennie zająć się przynajmniej jedną rzeczą.
Postanowiłam więc przez najbliższy rok pozbyć się co najmniej 365 rzeczy. 365 to zarazem dużo i mało, to tylko jedna rzecz dziennie ale po roku może to dać razem odczuwalną zmianę w komforcie życia.
Będę pozbywać się rzeczy które:
- nie są już dłużej potrzebne i raczej nie będą
- są mało praktyczne i używam ich z niechęcią
- są zepsute a ich naprawa się nie opłaca
- przestały spełniać swoje zadanie
- zużyły się
- są w nadmiarze
- budzą złe skojarzenia i wspomnienia
- są brzydkie
Przedmioty te będę starała się:
- oddać komuś, komu mogą się przydać o ile są w dobrym stanie
- oddać na recykling
- przerobić na coś innego co będzie bardziej użyteczne
- przeorganizować
- jeśli nic z powyższego się nie uda, wtedy dopiero wyrzucić
Wiadomo, że pewnych rzeczy będzie przybywać, postaram się żeby ogólny bilans po roku był mniejszy o 365 od dziesiejszego.
Jeśli macie ochotę przyłączyć się do akcji choćby na tydzień, dwa, miesiąc, kwartał czy pół roku, piszcie proszę w komentarzach jakie macie pomysły i jak Wam idzie. Zapraszam serdecznie
Pomiędzy dwiema pracami i szkołą dziewczynek (zawożenie i odbieranie, odrabianie lekcji) i ich innymi zajęciami (gimnastyka i balet) nie za wiele czasu zostaje na jakieś duże akcje. Mogę za to spróbować codziennie zająć się przynajmniej jedną rzeczą.
Postanowiłam więc przez najbliższy rok pozbyć się co najmniej 365 rzeczy. 365 to zarazem dużo i mało, to tylko jedna rzecz dziennie ale po roku może to dać razem odczuwalną zmianę w komforcie życia.
Będę pozbywać się rzeczy które:
- nie są już dłużej potrzebne i raczej nie będą
- są mało praktyczne i używam ich z niechęcią
- są zepsute a ich naprawa się nie opłaca
- przestały spełniać swoje zadanie
- zużyły się
- są w nadmiarze
- budzą złe skojarzenia i wspomnienia
- są brzydkie
Przedmioty te będę starała się:
- oddać komuś, komu mogą się przydać o ile są w dobrym stanie
- oddać na recykling
- przerobić na coś innego co będzie bardziej użyteczne
- przeorganizować
- jeśli nic z powyższego się nie uda, wtedy dopiero wyrzucić
Wiadomo, że pewnych rzeczy będzie przybywać, postaram się żeby ogólny bilans po roku był mniejszy o 365 od dziesiejszego.
Jeśli macie ochotę przyłączyć się do akcji choćby na tydzień, dwa, miesiąc, kwartał czy pół roku, piszcie proszę w komentarzach jakie macie pomysły i jak Wam idzie. Zapraszam serdecznie
niedziela, 24 sierpnia 2014
Nadgorliwość nie popłaca
Wcale nie wynikło to z nadgorliwości w "akcji denko", tylko ze zwyczajnego braku czasu. Pomiędzy dwiema pracami i dwójką dzieci, jakoś przez kilka miesięcy nie potrafiłam znaleźć chwili, żeby wybrać się do miasta, do jedynego sklepu w którym mogę kupić moje ulubione szampony.
Tak oto zostałam bez żadnego szamponu, musiałam więc nabyć jakiś podczas wieczornych zakupów spożywczych w supermarkecie.
Mając słabe rozeznanie w tamtejszej ofercie sięgnęłam po szampon którego opakowanie "krzyczało", że ma w składzie jeden z moich ulubionych olejków a mianowicie arganowy.
Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że w szamponach popularnych marek zawartość składników pielęgnacyjnych jest znikoma ale skoro już musiałam coś wybrać, to wolałam te "z" niż "bez".
W taki oto sposób znalazł się u mnie Herbal Essences Moroccan My Shine Nourishing Shampoo.
Moja ocena:
Na Plus- gęsty
- wydajny
- dobrze się pieni
+ / -
- niebiesko turkusowy kolor wydał mi się mało naturalny ale w sumie mnie to nie przeszkadza
- chemiczny zapach PRLowskiego "zielonego jabłuszka" czymś wzbogaconego, może dla niektórych fajny, mnie szybko zaczął męczyć
Minusy:
- już w trakcie pierwszego mycia włosy w dotyku wydawały się szorstkie i splątane
- po myciu pomimo odżywek i masek, które do tej pory sprawdzały się świetnie, włosy nieco gorzej się rozczesywały
- końcówki wyglądały na splątane, pogniecione, sianowate, takie też były w dotyku
- żeby zużyć ten szampon musiałam kupić też inny i używać ich na przemian, przez co zużycie zajęło wieki.
O tym, że moje włosy potrafią być gładkie i przyjemne w dotyku przekonałam się znowu po dwóch myciach innym szamponem.
Jeśli już coś kupię to staram się zużyć a nie wyrzucać ale zastanawiam się dlaczego nie zużyłam go do mycia podłóg, zamiast do włosów, którym wyraźnie nie służył. To wszystko chyba przez ogólne zalatanie i zapracowanie. Następne zakupy na pewno dużo lepiej przemyślę i zadbam o to, żeby jakiś zapas jednak mieć w domu a szampony "Herbal Essences" będę omijać szerokim łukiem ;-)
wtorek, 19 sierpnia 2014
Polecam - The Strength Training Anatomy Workout, Frederic Delavier
Praktycznie nie ma dnia, żebym nie cztała czegoś związanego ze zdrowiem lub szeroko pojętym fitnessem. Najczęściej są to różne artukuły czy publikacje medyczne ale zdarzają się też ksiażki.
Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam jedną, po którą sięgam dość często, głownie w pracy, więc stoi tam na półce. Jest to "The Strength Training Anatomy Workout" Frederica Delaviera
Książka ta zawiera dość szczegółowe opisy ćwiczeń, techniki ich wykonywania oraz mięśni biorących udział w danych ćwiczeniach.
Uwagę zwracają dokładnie wykonane rysunki z anatomią.
Mnie one bardzo się przydały podczas nauki do egzaminów na trenera personalnego.
Jak wiadomo wszelkie szkoły i kursy to dopiero poczatek drogi. Z jednej strony nie sposób zapamiętać wszystkiego czego się nauczyliśmy i warto do tego wracać co jakiś czas, z drugiej nie cały czas i nie zawsze korzystamy z całości zdobytej wiedzy i z czasem okazuje się, że w czym się specjalizujemy a o czymś innym mamy co najwyżej blade pojęcie. Dlatego lubię co jakiś czas wrócić do podstaw, upewnić się czy dobrze myślę i wtedy sięgam po książki takie jak ta.
Dla osób które nie potrafię jeszcze albo po prostu nie chcą układać sobie treningów, na końcu książki znajdzie się kilka gotowych programów treningowych.
Ja akurat posiadam wydanie anglojęzyczne bo i takichż mam klientów ;-) Dostępne jest jednak również polskie wydanie pod tytułem "Atlas treningu siłowego".
Mieliście styczność z tą ksiażką? Jak ją oceniacie?
Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam jedną, po którą sięgam dość często, głownie w pracy, więc stoi tam na półce. Jest to "The Strength Training Anatomy Workout" Frederica Delaviera
Książka ta zawiera dość szczegółowe opisy ćwiczeń, techniki ich wykonywania oraz mięśni biorących udział w danych ćwiczeniach.
Uwagę zwracają dokładnie wykonane rysunki z anatomią.
Mnie one bardzo się przydały podczas nauki do egzaminów na trenera personalnego.
Jak wiadomo wszelkie szkoły i kursy to dopiero poczatek drogi. Z jednej strony nie sposób zapamiętać wszystkiego czego się nauczyliśmy i warto do tego wracać co jakiś czas, z drugiej nie cały czas i nie zawsze korzystamy z całości zdobytej wiedzy i z czasem okazuje się, że w czym się specjalizujemy a o czymś innym mamy co najwyżej blade pojęcie. Dlatego lubię co jakiś czas wrócić do podstaw, upewnić się czy dobrze myślę i wtedy sięgam po książki takie jak ta.
Dla osób które nie potrafię jeszcze albo po prostu nie chcą układać sobie treningów, na końcu książki znajdzie się kilka gotowych programów treningowych.
Ja akurat posiadam wydanie anglojęzyczne bo i takichż mam klientów ;-) Dostępne jest jednak również polskie wydanie pod tytułem "Atlas treningu siłowego".
Mieliście styczność z tą ksiażką? Jak ją oceniacie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)






