Mieszkamy w takich warunkach w jakich mieszkamy i w ciągu najbliższego roku pewnie nie uda nam się tego zmienić, choć bardzo byśmy chcieli. W czwórkę mieszkamy w 1 i 1/2 pokoju (bo ten dziewczynek to taki malusieńki) i jakoś musimy się ze wszystkim pomieścić. Niestety rzeczy ciągle przybywa i robi się coraz ciaśniej.
Pomiędzy dwiema pracami i szkołą dziewczynek (zawożenie i odbieranie, odrabianie lekcji) i ich innymi zajęciami (gimnastyka i balet) nie za wiele czasu zostaje na jakieś duże akcje. Mogę za to spróbować codziennie zająć się przynajmniej jedną rzeczą.
Postanowiłam więc przez najbliższy rok pozbyć się co najmniej 365 rzeczy. 365 to zarazem dużo i mało, to tylko jedna rzecz dziennie ale po roku może to dać razem odczuwalną zmianę w komforcie życia.
Będę pozbywać się rzeczy które:
- nie są już dłużej potrzebne i raczej nie będą
- są mało praktyczne i używam ich z niechęcią
- są zepsute a ich naprawa się nie opłaca
- przestały spełniać swoje zadanie
- zużyły się
- są w nadmiarze
- budzą złe skojarzenia i wspomnienia
- są brzydkie
Przedmioty te będę starała się:
- oddać komuś, komu mogą się przydać o ile są w dobrym stanie
- oddać na recykling
- przerobić na coś innego co będzie bardziej użyteczne
- przeorganizować
- jeśli nic z powyższego się nie uda, wtedy dopiero wyrzucić
Wiadomo, że pewnych rzeczy będzie przybywać, postaram się żeby ogólny bilans po roku był mniejszy o 365 od dziesiejszego.
Jeśli macie ochotę przyłączyć się do akcji choćby na tydzień, dwa, miesiąc, kwartał czy pół roku, piszcie proszę w komentarzach jakie macie pomysły i jak Wam idzie. Zapraszam serdecznie
czwartek, 30 października 2014
niedziela, 24 sierpnia 2014
Nadgorliwość nie popłaca
Wcale nie wynikło to z nadgorliwości w "akcji denko", tylko ze zwyczajnego braku czasu. Pomiędzy dwiema pracami i dwójką dzieci, jakoś przez kilka miesięcy nie potrafiłam znaleźć chwili, żeby wybrać się do miasta, do jedynego sklepu w którym mogę kupić moje ulubione szampony.
Tak oto zostałam bez żadnego szamponu, musiałam więc nabyć jakiś podczas wieczornych zakupów spożywczych w supermarkecie.
Mając słabe rozeznanie w tamtejszej ofercie sięgnęłam po szampon którego opakowanie "krzyczało", że ma w składzie jeden z moich ulubionych olejków a mianowicie arganowy.
Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że w szamponach popularnych marek zawartość składników pielęgnacyjnych jest znikoma ale skoro już musiałam coś wybrać, to wolałam te "z" niż "bez".
W taki oto sposób znalazł się u mnie Herbal Essences Moroccan My Shine Nourishing Shampoo.
Moja ocena:
Na Plus- gęsty
- wydajny
- dobrze się pieni
+ / -
- niebiesko turkusowy kolor wydał mi się mało naturalny ale w sumie mnie to nie przeszkadza
- chemiczny zapach PRLowskiego "zielonego jabłuszka" czymś wzbogaconego, może dla niektórych fajny, mnie szybko zaczął męczyć
Minusy:
- już w trakcie pierwszego mycia włosy w dotyku wydawały się szorstkie i splątane
- po myciu pomimo odżywek i masek, które do tej pory sprawdzały się świetnie, włosy nieco gorzej się rozczesywały
- końcówki wyglądały na splątane, pogniecione, sianowate, takie też były w dotyku
- żeby zużyć ten szampon musiałam kupić też inny i używać ich na przemian, przez co zużycie zajęło wieki.
O tym, że moje włosy potrafią być gładkie i przyjemne w dotyku przekonałam się znowu po dwóch myciach innym szamponem.
Jeśli już coś kupię to staram się zużyć a nie wyrzucać ale zastanawiam się dlaczego nie zużyłam go do mycia podłóg, zamiast do włosów, którym wyraźnie nie służył. To wszystko chyba przez ogólne zalatanie i zapracowanie. Następne zakupy na pewno dużo lepiej przemyślę i zadbam o to, żeby jakiś zapas jednak mieć w domu a szampony "Herbal Essences" będę omijać szerokim łukiem ;-)
wtorek, 19 sierpnia 2014
Polecam - The Strength Training Anatomy Workout, Frederic Delavier
Praktycznie nie ma dnia, żebym nie cztała czegoś związanego ze zdrowiem lub szeroko pojętym fitnessem. Najczęściej są to różne artukuły czy publikacje medyczne ale zdarzają się też ksiażki.
Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam jedną, po którą sięgam dość często, głownie w pracy, więc stoi tam na półce. Jest to "The Strength Training Anatomy Workout" Frederica Delaviera
Książka ta zawiera dość szczegółowe opisy ćwiczeń, techniki ich wykonywania oraz mięśni biorących udział w danych ćwiczeniach.
Uwagę zwracają dokładnie wykonane rysunki z anatomią.
Mnie one bardzo się przydały podczas nauki do egzaminów na trenera personalnego.
Jak wiadomo wszelkie szkoły i kursy to dopiero poczatek drogi. Z jednej strony nie sposób zapamiętać wszystkiego czego się nauczyliśmy i warto do tego wracać co jakiś czas, z drugiej nie cały czas i nie zawsze korzystamy z całości zdobytej wiedzy i z czasem okazuje się, że w czym się specjalizujemy a o czymś innym mamy co najwyżej blade pojęcie. Dlatego lubię co jakiś czas wrócić do podstaw, upewnić się czy dobrze myślę i wtedy sięgam po książki takie jak ta.
Dla osób które nie potrafię jeszcze albo po prostu nie chcą układać sobie treningów, na końcu książki znajdzie się kilka gotowych programów treningowych.
Ja akurat posiadam wydanie anglojęzyczne bo i takichż mam klientów ;-) Dostępne jest jednak również polskie wydanie pod tytułem "Atlas treningu siłowego".
Mieliście styczność z tą ksiażką? Jak ją oceniacie?
Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam jedną, po którą sięgam dość często, głownie w pracy, więc stoi tam na półce. Jest to "The Strength Training Anatomy Workout" Frederica Delaviera
Książka ta zawiera dość szczegółowe opisy ćwiczeń, techniki ich wykonywania oraz mięśni biorących udział w danych ćwiczeniach.
Uwagę zwracają dokładnie wykonane rysunki z anatomią.
Mnie one bardzo się przydały podczas nauki do egzaminów na trenera personalnego.
Jak wiadomo wszelkie szkoły i kursy to dopiero poczatek drogi. Z jednej strony nie sposób zapamiętać wszystkiego czego się nauczyliśmy i warto do tego wracać co jakiś czas, z drugiej nie cały czas i nie zawsze korzystamy z całości zdobytej wiedzy i z czasem okazuje się, że w czym się specjalizujemy a o czymś innym mamy co najwyżej blade pojęcie. Dlatego lubię co jakiś czas wrócić do podstaw, upewnić się czy dobrze myślę i wtedy sięgam po książki takie jak ta.
Dla osób które nie potrafię jeszcze albo po prostu nie chcą układać sobie treningów, na końcu książki znajdzie się kilka gotowych programów treningowych.
Ja akurat posiadam wydanie anglojęzyczne bo i takichż mam klientów ;-) Dostępne jest jednak również polskie wydanie pod tytułem "Atlas treningu siłowego".
Mieliście styczność z tą ksiażką? Jak ją oceniacie?
poniedziałek, 14 lipca 2014
Pozbywam się nadmiarów czyli Akcja Denko
Udało mi się zapanować nad szamponami, żelami pod prysznic i mydłami w płynie, zwykle mam jedno opakowanie którego używam i w którymś momencie pojawia się opakowanie zapasowe. Przez większość czasu utrzymuje się więc stan jak dla mnie optymalny.
Pozostały mi jednak spore ilości płynów do kąpieli, których zużywanie szło bardzo opornie bo po pierwsze z kąpieli w wannie korzystam może kilka razy w roku, zwykle biorę prysznic, po drugie choć sama kupuję rzadko, dość często je dostaję a raz nawet udało mi się wygrać koszyk kosmetyków w którym było m.in kilka płynów do kąpieli.
Postanowiłam więc zużyć je nieco inaczej - zawartość przelewam do butelki z pompką po mydle w płynie i w ten sposób udało mi się już zużyć kilka butli i butelek płynu do kąpieli.
Ostatnio zużyły się te:
Konsystencja galaretkowata więc ciężko było się nimi posługiwać ale po dolaniu odrobiny wody poddały się i stały się płynne.
Na palcu boju pozostała jedna litrowa butla i trzy półlitrowe, z czego zawartość jednej prawdobodobnie jeszcze dzisiaj trafi do butelki z pompką.
Następne na celowniku balsamy i masła do ciała ale na te nie mam innego pomysłu niż zużyć zgodnie z przeznaczeniem ;)
Pozostały mi jednak spore ilości płynów do kąpieli, których zużywanie szło bardzo opornie bo po pierwsze z kąpieli w wannie korzystam może kilka razy w roku, zwykle biorę prysznic, po drugie choć sama kupuję rzadko, dość często je dostaję a raz nawet udało mi się wygrać koszyk kosmetyków w którym było m.in kilka płynów do kąpieli.
Postanowiłam więc zużyć je nieco inaczej - zawartość przelewam do butelki z pompką po mydle w płynie i w ten sposób udało mi się już zużyć kilka butli i butelek płynu do kąpieli.
Ostatnio zużyły się te:
Konsystencja galaretkowata więc ciężko było się nimi posługiwać ale po dolaniu odrobiny wody poddały się i stały się płynne.
Na palcu boju pozostała jedna litrowa butla i trzy półlitrowe, z czego zawartość jednej prawdobodobnie jeszcze dzisiaj trafi do butelki z pompką.
Następne na celowniku balsamy i masła do ciała ale na te nie mam innego pomysłu niż zużyć zgodnie z przeznaczeniem ;)
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Dotrzymane postanowienie
Około rok temu postanowiłam nie kupować nic z kosmetyków kolorowych aż do końca roku. Pisałam o tym tutaj. Postanowienia dotrzymałam, dopiero w styczniu kupiłam sobie puder w kulkach, z którego zakupem wstrzymałabym się dłużej ale był z kolekcji sezonowej, a kilka tygodni temu kupiłam sobie dwie szminki. To wszystko.
Nie mogę powiedzieć, że nic mnie nie kusiło ale było łatwiej niż się spodziewałam. Gdybym chciała, bez problemu wytrzymałabym nawet i rok. Mam zamiar dalej bardzo ograniczać zakupy kosmetyków kolorowych, postaram się nie kupić więcej niż 3 do końca roku.
Chciałabym, żeby w moim kuferku zrobiło się luźniej ale kolorówka zużywa się taaaaaak woooolnoooo, że praktycznie niezauważalnie, jedyne co mi przez ten czas widocznie ubyło, to podkłady.
Teraz przyszła pora na kolejne wyzwanie czyli kosmetyki do pielęgnacji ciała. Postanowiłam nie kupować nic do moich 40 urodzin ;) a potem zobaczę, może się skuszę na jakieś cudnie pachnące masełko a może przedłużę jeszcze o kilka miesięcy ;)
Uporałam się już z nadmiarami trzech rodzajów kosmetyków: szmponów, żeli pod prysznic i mydeł w płynie ale o tym będzie w osobnym poście dotyczącym akcji denko.
Nie mogę powiedzieć, że nic mnie nie kusiło ale było łatwiej niż się spodziewałam. Gdybym chciała, bez problemu wytrzymałabym nawet i rok. Mam zamiar dalej bardzo ograniczać zakupy kosmetyków kolorowych, postaram się nie kupić więcej niż 3 do końca roku.
Chciałabym, żeby w moim kuferku zrobiło się luźniej ale kolorówka zużywa się taaaaaak woooolnoooo, że praktycznie niezauważalnie, jedyne co mi przez ten czas widocznie ubyło, to podkłady.
Teraz przyszła pora na kolejne wyzwanie czyli kosmetyki do pielęgnacji ciała. Postanowiłam nie kupować nic do moich 40 urodzin ;) a potem zobaczę, może się skuszę na jakieś cudnie pachnące masełko a może przedłużę jeszcze o kilka miesięcy ;)
Uporałam się już z nadmiarami trzech rodzajów kosmetyków: szmponów, żeli pod prysznic i mydeł w płynie ale o tym będzie w osobnym poście dotyczącym akcji denko.
sobota, 14 czerwca 2014
Sztuka prostoty
Długo czekałam aż ta pozycja zostanie wydana w formie elektronicznej aż w końcu przeglądając ofertę mojej ulubionej internetowej księgarni Publio natknęłam się na nią.
Jeśli interesuje Was tematyka minimalizmu, uważam że jest to jedna z lektur obowiązkowych.
Niejednokrotnie budzi ona mieszane uczucia, mnie osobiście nieco rozczarowała, jednak zamierzam przeczytać ją ponownie za jakiś czas.
Dla zainteresowanych książka w wersji elektronicznej do nabycia tutaj.
Czytałyście? Jakie są Wasze spostrzeżenia?
źródło:http://www.publio.pl/sztuka-prostoty-dominique-loreau,p89118.html
Jeśli interesuje Was tematyka minimalizmu, uważam że jest to jedna z lektur obowiązkowych.
Niejednokrotnie budzi ona mieszane uczucia, mnie osobiście nieco rozczarowała, jednak zamierzam przeczytać ją ponownie za jakiś czas.
Dla zainteresowanych książka w wersji elektronicznej do nabycia tutaj.
Czytałyście? Jakie są Wasze spostrzeżenia?
piątek, 13 czerwca 2014
Spacer
Przez ostatnie miesiące a właściewie rok, pracowałam tyle, że rzadko miałam czas na drobne przyjemności.
Dzisiaj postanowiłam pójść rano na mały spacer po okolicy, żeby przypomnieć sobie dlaczego kocham tę wyspę.
Nie będę się rozpisywać, wkleję tylko zdjęcia.
A jakie są wasze drobne przyjemności?
Dzisiaj postanowiłam pójść rano na mały spacer po okolicy, żeby przypomnieć sobie dlaczego kocham tę wyspę.
Nie będę się rozpisywać, wkleję tylko zdjęcia.
A jakie są wasze drobne przyjemności?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















